Erik Semashkin przyjechał do Francji z Ukrainy w 2012 roku. Przywiózł ze sobą, oprócz walizki, spojrzenie na sprzeczności świata i nieustającą potrzebę pokazywania ich na ekranie. Od tamtej pory nakręcił ponad dwadzieścia krótkich filmów, zbierając zawrotną liczbę festiwalowych selekcji na pięciu kontynentach: Paryż, Nowy Jork, Seul, São Paulo, Hongkong, Kraków, Londyn i wiele więcej. W pewnym momencie przestało to być imponujące i stało się po prostu częścią tego, kim jest. Jego filmy nie stoją w miejscu. Jeden dotyczy katastrofy ekologicznej, inny wojny, następny czegoś dziwniejszego i trudniejszego do nazwania. Nie łączy ich gatunek ani styl, lecz czujność na świat taki, jaki jest naprawdę, teraz, w całym swoim bałaganie i pilności. Nie odwraca wzroku, ale też nie moralizuje. Po prostu opowiada historie.
Na Kinomuralu pokazuje Inside You, a jeśli ten tytuł trochę cię niepokoi, dobrze. O to prawdopodobnie chodzi.
Winogrono zostaje zjedzone. To, co następuje potem, jest długą, niebezpieczną i pozbawioną jakiejkolwiek elegancji podróżą przez ludzkie ciało. Inside You zabiera nas dokładnie tam, gdzie wolelibyśmy nie zaglądać: w mięso, organy, mokrą maszynerię trawienia, która utrzymuje nas przy życiu bez względu na to, czy to doceniamy. Nikt tu nie mówi o wewnętrznym pięknie. Nikt w ogóle nie mówi o pięknie. Zamiast tego Erik Semashkin oferuje coś rzadszego i bardziej uczciwego: konfrontację z nieodłączną brzydotą, którą wszyscy dzielimy, z systemem po cichu wykonującym swoją niewdzięczną robotę gdzieś pod naszymi ubraniami i wyobrażeniami o sobie. Ciało jest maszyną. Trzeba je karmić. A w świecie topiącym się w śmieciowym jedzeniu ta maszyna dostaje w kość. Inside You nie pozwala odwrócić wzroku. Przysuwa się blisko, z winogronem i wszystkim co po nim, i każe ci siedzieć z tym, co widzisz. Trudne do strawienia? Trochę. Warte tego? Absolutnie.