Jest coś przekornego w tym, że projektant wykształcony w pracy z narzędziami cyfrowymi zakochał się bez pamięci w analogu. Alexander Koletzko skończył studia w Münster w 2025 roku i zamiast odpalić komputer, sięgnął po narzędzia surowe, nieprzewidywalne i, jak się okazało, znacznie bardziej żywe.
Pociągają go niedoskonałości: rysy, rozmazania, ślady przypadku, których żaden program nie zasymuluje przekonująco. Dla Alexandra wady pracy analogowej to nie błędy do poprawienia, ale odciski palców człowieka, dowód na to, że czyjeś ręce były naprawdę zaangażowane. Od ukończenia studiów szuka własnego języka, eksperymentując z różnymi technikami animacji, gdzieś na granicy między kontrolą a tym, co wymknęło się spod kontroli.
Kinomural to jeden z jego pierwszych międzynarodowych kroków. Idziemy o zakład, że nie ostatni. pewnością nie ostatni.
Jedna zasada: tylko kropki ze sprayu. Nic więcej. Z tak postawionego ograniczenia Alexander Koletzko zbudował cały świat. Kropka po kropce, skan po skanie, film nabiera kształtu czegoś, czego się nie spodziewałeś: ruchu, wzoru, rytmu. Porządek wyłaniający się z chaosu, a potem chaos wracający po swoje.
Nie ma tu żadnej historii do śledzenia, żadnej narracji, której można by się uchwycić — tylko hipnotyczna logika powtórzenia, cicho robiąca swoje z twoją percepcją. Patrz wystarczająco długo, a kropki zaczną oddychać. Film nie prosi, żebyś gdzieś poszedł. Prosi, żebyś został i zobaczył, co się zmienia.
Ścieżkę dźwiękową stworzył przyjaciel. Najlepsze rzeczy właśnie tak powstają.